@panoptykon@c.im avatar

panoptykon

@[email protected]

Pan Optykon aka Dawid Głownia - kino, Japonia, komiks, archeologia mediów, linki do bloga.

This profile is from a federated server and may be incomplete. View on remote instance

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Zajrzałem do folderu z jeszcze nieopublikowanymi materiałami do "Historii sztuki w komiksie" i wyszło mi, że mam w nim ponad 150 gotowych zestawień i blisko sto rzeczy odnotowanych. A także że gdybym publikował te materiały w dotychczasowym tempie, paczki ograniczając do tematycznych, zajęłoby mi to przynajmniej rok.

Tak więc chyba najrozsądniej będzie przejść w model paczkowy, ograniczając pojedyncze zestawienia do wyjątkowych sytuacji. No, w każdym razie taka jest mądrość etapu na dziś. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

A tymczasem paczuszka. Dziesięć zestawień z kadrami dziesięciu różnych komiksów i dziesięcioma różnymi dziełami sztuki.

Leonardo da Vinci, "Ostatnia wieczerza" ("Il Cenacolo"), 1495-1498.

"Vision and the Scarlet Witch", nr 6, 1986, scen. Steve Englehart, rys. Richard Howell, tusz Frank Springer.

Sandro Botticelli, "Narodziny Wenus" ("Nascita di Venere"), ok. 1485.

"Tartuffe", t. 2, 2009, scen. Fred Duval, rys. i tusz Zanzim.

Giovanni Battista Piranesi, "Więzienia wyobraźni" ("Carceri d’invenzione"), wersja druga, obraz trzeci, 1761.

"Balade au bout du monde", t. 4: "La pierre de folie", 1988, scen. Mayko, rys. i tusz Laurent Vicomte.

John Everett Millais, "Ofelia" ("Ophelia"), 1851-1852.

"Ada", 2019, rys. i tusz Barbara Baldi.

"Superdupont", t. 2: "Amour & forfaiture", 1980, scen. Gotlib i Jacques Lob, rys. i tusz Jean Solé.

Auguste Renoir, "Śniadanie wioślarzy" ("Le Déjeuner des canotiers"), 1880-1881.

"Marvel Universe vs the Avengers", nr 1, 2012, scen. Jonathan Maberry, rys. i tusz Leandro Fernández.

Ilij Riepin, "Car Iwan Groźny i jego syn Iwan 16 listopada 1581 roku" ("Iwan Groznyj i syn jego Iwan. 16 nojabria 1581 goda"), 1885.

Gustave Doré, "Walka Jakuba z aniołem", 1855.

"Wolverine", nr 11, 2025, scen. Saladin Ahmed, rys. i tusz Martín Cóccolo.

Claude Monet, "Śniadanie na trawie" ("Le Déjeuner sur l'herbe"), 1863.

"Testament", nr 7, 2006, scen. Douglas Rushkoff, rys. Peter Gross, Gary Erskine, tusz Gary Erskine.

Édouard Manet, "Balkon" ("Le balcon"), 1868

"Bella Ciao", t. 1: "Uno", scen., rys. i tusz Baru.

Edward Hopper, "Nocne marki" ("Nighthawks"), 1942.

"Adventures of Superman", nr 646, 2006, scen. Greg Rucka, rys. Karl Kerschl, Wayne Faucher, tusz Tanya Horie, Richard Horie.

image/jpeg
image/jpeg
image/jpeg

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Znów dłubię nad historią sztuki w komiksie. Chciałem nawet zaprezentować tu kolejną paczkę zestawień, ale pomyślałem, że zamiast tego zaproponuję Wam zabawę.

Ile dzieł sztuki rozpoznajecie na tym kadrze?

"Les Carolingiens", 2023, scen., rys. i tusz Pierre Place.

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Trochę to trwało, ale w końcu przybywam z drugą odsłoną filmowych ósemek 2026 roku. Czyli wykazu filmów, które ostatnimi czasy oglądałem, z krótkim komentarzem. Na ten rzut nie załapała się żadna powtórka – wszystkie z nich widziałem po raz pierwszy.

Najstarszym był "Świat, ciało i szatan" ("The World, the Flesh and the Devil", 1959, Ranald MacDougall), po który sięgnąłem w ramach nadrabiania zaległości w historii kina postapokaliptycznego. Choć film jest adaptacją powieści "Purpurowa chmura" ("The Purple Cloud") z 1901 roku autorstwa M. P. Shiela, czytelniejszym dla współczesnych odbiorców punktem odniesienia będzie wydana w 1954 roku powieść Richarda Mathesona "Jestem legendą" (I Am Legend") i jej późniejsze adaptacje. Minus wampiry. Bo punkt wyjścia jest podobny – mężczyzna, który być może jest ostatnim człowiekiem na Ziemi, urządza sobie życie w opustoszałym mieście. Jakiś czas później okazuje się jednak, że ocalał nie tylko on – najpierw odkrywa, że w mieście żyje jeszcze młoda kobieta, później zaś przybywa do niego ponad czterdziestoletni mężczyzna. I robi się tłok. A napięcie między ocalałymi narasta. Tym bardziej że główny bohater jest czarnoskóry, co ma głębokie konsekwencje dla fabuły. Bo jest to film, który wygrywa kwestie rasowe w ówczesnym amerykańskim społeczeństwie. Warto obejrzeć.

Zdecydowanie mniej warto poświęcać natomiast czas na "Legion potępionych" ("La Legione dei dannati" aka "Battle of the Commandos", 1969, Umberto Lenzi), po który sięgnąłem z trzech względów – z uwagi na reżysera, w ramach powolnego nadrabiania macaroni combat oraz dlatego, że to wariacja na temat "Parszywej dwunastki" ("The Dirty Dozen", 1969, Robert Aldrich). Niestety, zwłaszcza na tle "Parszywej dwunastki", "Legion potępionych" wypada słabo, głównie ze względu na postaci, które, poza dwiema, są słabo zarysowane, a im dalej w szeregu się znajdują, tym bardziej są nierozróżnialne. Niby widać próbę zrobienia czegoś ciut ciekawszego z główną postacią, zwłaszcza pod koniec, ale wychodzi to mocno nieprzekonująco.

Seanse "Zabójczego Boga" ("Matar a Dios" aka "Killing God", 2017, Caye Casas, Albert Pintó) i "Stolika kawowego" ("La mesita del comedor" aka "The Coffee Table", 2022, Caye Casas) sprawiły, że dodałem Casasa do mentalnej listy twórców, których trzeba śledzić. Po "Stolik kawowy" sięgnęliśmy dość spontanicznie, trochę bez przekonania i bez oczekiwań, ale sprawne kombo okrutnej czarnej komedii i przejmującego dramatu skłoniło nas do natychmiastowego sprawdzenia wcześniejszego filmu reżysera. Pierwsze – wciąż robocze – skojarzenie, jakie mam, to wczesny Álex de la Iglesia, tylko bardziej nihilistyczny. Czekam na jego kolejne filmy.

"Diva Futura" (2024, Giulia Steigerwalt) i "Balkoniary" ("Les femmes au balcon" aka "The Balconettes", 2024, Noémie Merlant) były rozczarowujące. W przypadku tego pierwszego nie mogłem wyjść ze zdziwienia, że taki temat przełożył się na miałki biopic o bałaganiarskiej strukturze. "Balkoniary" weszły mi lepiej, ale to może kwestia braku oczekiwań (które w przypadku "Divy Futury" były wysokie). Początek był bardzo w porządku, ale dość szybko film przerodził się w mieszankę trafień i pudeł – są tam dobre pomysły, ale całości ciąży metaforyka budowana na zabiegu "to może być wątek nadnaturalny, ale też wszystko można wyjaśnić omamami".

Na koniec zostały dwa tytuły, które (trochę mimo różnic między nimi, a trochę za ich sprawą) można przypisać do kategorii niby-o-polityce-ale-jednak-nie. Przy czym pierwszemu z nich to służy, a drugiemu – wręcz przeciwnie.

Służy to "Pogłoskom" ("Rumours", 2024, Guy Maddin, Evan Johnson), których wymowę polityczną można streścić do banalnej konstatacji, że na wysokich szczeblach polityki międzynarodowej chodzi o to, żeby zgrabnie mówić tak, by nic nie powiedzieć i podtrzymać status quo. Niby można doszukiwać się w filmie nieco głębszej myśli, mianowicie, że przywódcy liberalnych demokracji nie są w stanie działać inaczej nawet w obliczu zagrożenia egzystencjalnego, ale, nawet jeśli takie były intencje twórców, siła "Pogłosek" tkwi nie w tej myśli, lecz sposobie jej ogrania. Jest to film i zabawny, i niepokojący, i niepokojąco zabawny.

CD w komentarzu.

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Ledwo co, bo raptem trzy dni temu, wpadłem na to, że mógłbym prezentować tu różne dzieła sztuki bez rozpisywania się o nich w ramach nieformalnego cyklu o roboczej nazwie "Dzieła sztuki bez kontekstu", a już łamię jego założenia.

Bo obraz "Wieczne miasto" ("Eternal City") Petera Blume'a z 1937 roku przydałoby się choć trochę w kontekście osadzić.

Rzecz jasna można stwierdzić, że wystarczającym kontekstem dla tego obrazu jest ze wszech miar słuszna myśl, że "kolor brunatny jest kolorem gówna", i byłoby w tym sporo prawdy, ale sama ta myśl nie wyjaśnia, skąd na obrazie wzięły się niektóre elementy.

A było to tak, że w 1932 roku Blume wyjechał na rok do Włoch w ramach stypendium Guggenheima. Tam zaś, zwiedzając pewnego dnia Forum Romanum, znalazł w ruinach wykonaną z papier-mâché figurkę Mussoliniego i wizerunek Chrystusa. Artysta połączył w myślach te znaleziska, ruiny Forum Romanum i fakt, że przebywał we Włoszech w dziesiątą rocznicy marszu na Rzym i przejęcia władzy przez faszystów, co zainspirowało go do stworzenia "Wiecznego miasta". Prace nad obrazem rozpoczął jeszcze w 1934 roku, ale ukończył go dopiero po trzech latach.

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

I znów, wertując starszą prasę w poszukiwaniu czegoś innego, trafiłem na coś fajnego.

A konkretnie: reklamę czasopisma "Super Boom!" zamieszczoną w piątym numerze "Świata Młodych" z 1993 roku (datowanym na 30 stycznia).

Podrzucam. Może wywoła w kimś miłe wspomnienia.

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Dziś "Historia sztuki w komiksie" w nieco innym formacie. Czyli: jedno dzieło i kadry, które w związki z nim odnotowałem, a które jeszcze nie pojawiły się w ramach cyklu.

Bezpośrednią inspiracją była zakończona wczoraj lektura siódmego tomu wydania zbiorczego "Donżonu".

Inb4 "Tobie to się chyba wszystko z tymi obrazami kojarzy": Tak.

Czyli:

Hokusai, "Wielka fala w Kanagawie" ("Kanagawaoki namiura"), ok. 1830-1833.

I komiksiory:

"Donjon Monsters", t. 13: "Réveille-toi et meurs", 2020, scen. Joann Sfar, Lewis Trondheim, rys. i tusz David B.

"Les aventures d' Henri-Georges Midi", t. 1: "Les 7 morts de Mademoiselle Harington", 1989, scen. Didier Convard, rys. i tusz Christian Goux.

"Alix", t. 3: "L'Île maudite", 1957, scen., rys. i tusz Jacques Martin.

"Fanch Karadec. L'enquêteur breton", t. 2: "L'affaire malouine", 2012, scen. Stéphane Heurteau, rys. i tusz Sébastien Corbet.

"Sambre", t. 6: "La mer vue du Purgatoire...", 2011, scen., rys. i tusz Bernard Yslaire.

„Grandville”, t. 5: "Force Majeure", 2017, scen., rys. i tusz Bryan Talbot.

P.S. Seria "Donżon" wychodzi w Polsce nakładem wydawnictwa Timof i cisi wspólnicy, "Sambre" wydał Egmont, pozostałe komiksy jak dotąd u nas się nie ukazały.

image/jpeg
image/jpeg
image/jpeg

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Od kilku lat zastanawiam się, co zrobić z zapisanymi na dysku reprodukcjami obrazów, na które napotykam się w różnych okolicznościach, które podobają mi się na tyle, że chciałbym je pokazać, ale nie mam pomysłu na jakiś większy materiał, cykl czy sposób powiązania tych obrazów ze sprawami bieżącymi.

A może odpowiedź na to pytanie jest prosta? Tak prosta, że przez lata mi umykała? Mianowicie – po prostu rozpocząć nieregularny cykl o roboczej nazwie "Dzieła sztuki bez kontekstu", w którym po prostu będę te obrazy pokazywał, ograniczając się do nazwiska autora, tytułu i daty powstania?

Hmmm... Spróbujmy. Na pierwszy ogień niech pójdzie to.

Edwin Landseer, "Małpa, która zwiedziła świat" ("The Monkey Who Had Seen the World", 1827.

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Mam pytanie, a zarazem coś do pokazania.

Po kolei jednak. Najpierw kilka zdań tytułem wyjaśnienia.

Ostatnimi czasy nieśpiesznie zgłębiam temat, który wcześniej był mi znany co najwyżej pobieżnie (i to bardzo pobieżnie). Mianowicie – gier na podstawie komiksów z lat 80. i pierwszej połowy lat 90. XX wieku. Nie jest to jakiś intensywny research, ale co jakiś czas siadam wieczorem, by coś odczytać, a nawet sprawdzić na emulatorach.

W ten sposób niedawno odkryłem grę z 1989 roku na podstawie frankofońskiej serii "W poszukiwaniu ptaka czasu" ("La Quête de l'oiseau du temps"). Grę przygodową, opracowaną przez Infogames i wydaną w wersjach na Amigę, Atari ST i PC. Grę, o której wcześniej nic a nic nie słyszałem.

I tu pojawia się moje pytanie. W chwili wydania gry miałem pięć lat, a pierwszy komputer dostałem na komunię i był nim Commodore 64, toteż w chwili premiery gra mnie ominęła. Co prawda później nadrobiłem trochę prasy growej z początku lat 90., pożyczanej od starszych znajomych, ale nie wydaje mi się, żebym gdziekolwiek w niej natknął się informacje o tej grze. A na pewno bym rozpoznał, że to adaptacja komiksu, bo ten wówczas znałem – po raz pierwszy ukazał się w Polsce w latach 1990-1991 pod tytułem "Pelissa".

A tak... Rozpisuję się, a miało być pytanie. No więc – czy trafią się tu osoby, które z jakiś względów (np. siedziały wówczas w grach albo interesują się retrogamingiem) są w stanie powiedzieć, czy ta gra była w latach 90. w Polsce jakoś bardziej znana?

A co do rzeczy do pokazania. Łapcie dwanaście screenów z gry. Z wersji na Amigę, bo ta pecetowa wygląda duuużo gorzej.

Ładnie wygląda, co nie? Co prawda nie jestem obiektywny, bo mam słabość do pixelartu, ale trudno mi sobie wyobrazić, by ktoś mógłby tu być po drugiej stronie argumentu.

image/jpeg
image/jpeg

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Niemal dwa lata temu recenzowałem katalog ostatniej wówczas komiksowej wystawy organizowanej przez Galerię BWA Jelenia Góra – "Bogusław Polch. Retrospektywa".

Od tego czasu ostatnia komiksowa wystawa jeleniogórskiej galerii stała się przedostatnią, zaś ostatnia – "Komiks Polski. Złoty Okres" – doczekała się własnego katalogu.

Jego jednak recenzować nie będę. A to dlatego, że znalazł się w nim mój artykuł pod tytułem "Z recepcji komiksu w Polsce w jego złotym okresie". Artykuł obszerny, bo wyszło mi ponad 40 stron znormalizowanego maszynopisu, co przełożyło się na 20 stron w katalogu.

Osoby, które śledzą moje sociale dłużej, być może pamiętają, jak we wrześniu i październiku ubiegłego roku, udostępniałem w nich skany tekstów poświęconych komiksowi z prasy PRL-u. Choć wtedy nie pisałem o tym otwarcie, tylko sygnalizując, że dłubię nad czymś w temacie, materiały te podrzucałem na marginesie prac nad tym właśnie artykułem. Prace trwały trzy ponad trzy miesiące, ale myślę, że było warto. Napisać ten tekst. A czy przeczytać? To już zostawię ocenie osób, które po niego, jak i cały katalog sięgną.

Poza moim artykułem w katalogu znajdziecie około czterdzieści stron z reprodukcjami prac prezentowanych na wystawie, liczne biogramy artystów, krótki wstęp autorstwa Piotra Machłajewskiego, kuratora wystawy i redaktora katalogu, przede wszystkim zaś osiem innych artykułów.

Poniżej znajdziecie wykaz wszystkich tekstów i biogramów.

Teksty:

  1. Piotr Machłajewski. Komiks polski. Złoty okres (wstęp).
  2. Adam Rusek. Pomiędzy fasadą a tyłami – artyści i wydawnictwa książkowe w złotym okresie komiksu polskiego. Gawęda.
  3. Michał Traczyk. Między powinnością a dobrą zabawą. Słów kilka o niuansach fabuł ze złotego okresu polskiego komiksu
  4. Jerzy Szyłak, Jakub Konefał. Czasopisma i opowieści obrazkowe w złotym wieku polskiego komiksu.
  5. Marcin Osuch, Konrad Wągrowski. Krótka historia komiksu w „Świecie Młodych”.
  6. Marek Misiora. Złoty okres. Komiks w prasie polskiej.
  7. Wojciech Birek. Magazyny komiksowe złotej ery.
  8. Dawid Głownia. Z recepcji komiksu w Polsce w jego złotym okresie.
  9. Tomáš Prokůpek. Komiksowy raj Wschodu. Złoty okres polskiego komiksu z perspektywy czeskiej i europejskiej.

Biogramy:

  1. Waldemar Andrzejewski (Adam Rusek),
  2. Tadeusz Baranowski (Radosław Owczarek),
  3. Bohdan Butenko (Anita Wincencjusz-Patyna),
  4. Henryk Jerzy Chmielewski (Witold Tkaczyk),
  5. Janusz Christa (Krzysztof Janicz),
  6. Zbigniew Kasprzak (Marcin Osuch, Konrad Wągrowski),
  7. Szymon Kobyliński (Witold Tkaczyk),
  8. Edward Lutczyn (Witold Tkaczyk),
  9. Andrzej Mleczko (Witold Tkaczyk),
  10. Andrzej O. Nowakowski (Witold Tkaczyk),
  11. Szarlota Pawel (Maciej Jasiński),
  12. Bogusław Polch (Witold Tkaczyk),
  13. Tadeusz Raczkiewicz (Maciej Jasiński),
  14. Grzegorz Rosiński (Witold Tkaczyk),
  15. Jerzy Skarżyński (Adam Rusek),
  16. Jacek Skrzydlewski (Marcin Osuch, Konrad Wągrowski),
  17. Marek Szyszko (Marcin Osuch, Konrad Wągrowski),
  18. Mieczysław Wiśniewski (Marcin Osuch, Konrad Wągrowski),
  19. Krystyna Wójcik (Matylda Sęk-Iwanek),
  20. Jerzy Wróblewski (Maciej Jasiński).

Dziękuję Piotrowi Machłajewskiemu za zaproszenie do udziału w inicjatywie. A wszystkich zainteresowanych komiksem PRL-u zachęcam do sięgnięcia po katalog.

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Skoro już wróciłem tu do historii sztuki w komiksie, to mam jeszcze jeden materiał. A co mi tam.

Dłubię właśnie nad historiosztukowokomiksowym domknięciem "Grandville", przygotowałem już wstępnie kilka ostatnich zestawień, które wkrótce wrzucę, ale jednym chciałbym się z Wami podzielić już teraz.

Jean-Auguste-Dominique Ingres, "Wielka odaliska" ("Grande Odalisque"), 1814.

"Grandville", t. 3: Bête Noire, 2012, scen., rys. i tusz Bryan Talbot.

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Dawno już nie było historii sztuki w komiksie. I Conana. Więc jest. Historia sztuki w komiksie. I Conan. Świeżutki.

Elizabeth Thompson, "Scotland Forever!", 1881.

"Conan the Barbarian", nr 28, 2026, scen. Jim Zub, rys. i tusz Fernando Dagnino.

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Makabryczna strzelanka z perspektywy pierwszoosobowej... tylko że jest to film.

Mam słabość do twórczości Giulio De Santiego, współtwórcy studia Necrostorm, specjalizującego się w produkcji niezależnych filmów z niskim budżetem, za to wysokim stężeniem gore.

A w ramach tejże największą słabość mam do serii "Hotel Inferno" , utrzymanej w kluczu (bardzo) krwawego horrorowego FPS-a. W tej zaś do jej drugiej odsłony – "Hotel Inferno 2: Katedra bólu" ("Hotel Inferno 2: The Cathedral of Pain", 2017, Giulio De Santi, Tiziana Machella.

"Hotel Inferno 2" można obejrzeć bez znajomości pierwszej części. Możliwe nawet, że jest to lepszą opcją, ponieważ dopiero w drugiej De Santi i Machella w pełni odpinają wrotki. Wystarczy wiedzieć, że protagonista, Frank, jest zabójcą na zlecenie, który trafił do piekła i próbuje się z niego wydostać, by wrócić do żony.

Jeśli Wasze serca (hehe, w kontekście prezentowanego fragmentu, pun jak najbardziej intended) biją czule na myśl o serii "Doom", w mniejszym stopniu oryginalnym "Quake'u", w największym zaś – pierwszej odsłonie (chyba dziś nieco zapomnianej) serii "Blood", a niskobudżetowe efekty praktyczne nie zniechęcają Was do seansu, a wręcz przeciwnie, to dajcie filmowi szansę.

W "Hotel Inferno 2" stylizacja na strzelankę z perspektywy pierwszej osoby, rozgrywającą się w świcie, w którym piekło, demony i magia naprawdę istnieją, nie ogranicza się wyłącznie do warstwy wizualnej i konsekwentnego ukazywania akcji z oczu protagonisty. De Santi i Machella adaptują w niej także mechanikę tego typu gier, łącznie z odzyskiwaniem punktów życia (bezpośrednim punktem odniesienia jest tu "Blood"), pozyskiwaniem amunicji (tu nadnaturalny twist), a nawet tutorialem (protagonistę instruuje wiedźma, którą ten nosi na plecach).

video/mp4

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Dokąd tak tupta Doman? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że w ramach "Pogaduch komiksowych" dotuptaliśmy (po raz pierwszy w dziejach cyklu) do komiksu PRL-u. A konkretnie: "Domana". Tak w wydaniu oryginalnym, jak i zbiorczaka, który ukazał się w 2018 roku nakładem wydawnictwa Egmont.

Przegadaliśmy ponad dwie godziny. Głównie o "Domanie" i jego twórcy, ale pod koniec rozmowy tradycyjnie poświęciliśmy nieco czasu polecanki (w których dominowały komiksy fantasy).

Pojawiło się sporo myśli, między innymi, że, gdyby nie jeden z zeszytów, to seria mogłaby nazywać się "Sambor" (ja), że Doman jest czasami femme, ale przede wszystkim jest polskim He-Manem (Marta), że czasami są w nas dwa Domany (Paweł), że Nowakowski to trochę polski Corben (Szymon) i że smok jest piękny (wszyscy).

Rozmawiało nam się świetnie, nieśmiało więc liczę, że i Wam, jeśli się skusicie, będzie się miło słuchało.

YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=SDDuLJBAcQE

Spotify: https://open.spotify.com/episode/1ww2ikhwGyyNXzcHsPo6IR

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Mam dla Was kolejną ciekawostkę w związku z komiksem "Krew dziewicy" od wydawnictwa Kultura Gniewu, o którym pisałem już 12 i 13 stycznia.

Na kilku kadrach można zobaczyć plakaty wiszące w mieszkaniu głównego bohatera i jego żony. I są to plakaty nieprzypadkowe.

Nie tylko dlatego, że podkreślają autentyczne zamiłowanie protagonisty do kina grozy i science fiction (on naprawdę chce tworzyć takie filmy), ale także ze względu na to, że odpowiadają podwójnemu programowi kinowemu, który zadebiutował w USA 22 maja 1957 roku.

Jednym z wyświetlanych w ramach programu filmów był "Potwór z Zielonego Piekła" ("Monster from Green Hell", 1957) w reżyserii Kennetha G. Crane'a. Drugim zaś "Pół-Człowiek" ("Half Human") – amerykańska wersja japońskiego filmu "Nieludzi człowiek śniegu" ("Jūjin yukiotoko") z 1955 roku w reżyserii Ishirō Hondy (tak, tego od Godzilli). W niej również maczał palce Crane.

Amerykański dystrybutor obu filmów – Distributors Corporation of America – zdecydował się na wprowadzenie do japońskiej produkcji znacznych zmian. Przede wszystkim wycięto z niej sporo materiału, wprowadzono także sceny z amerykańską obsadą (między innymi Johnem Carradine'em), wyreżyserowane właśnie przez Crane'a. A że miało to być zrobione tanio, z japońskimi kwestiami niespecjalnie się certolono, wygłuszając je muzyką i narracją postaci granej przez Carradine'a.

Fajnie, że Sammy Harkham, tworząc komiks, nie wrzucił na tę ścianę losowych b-klasowych produkcji z lat 50. XX wieku, tylko sięgnął po tytuły ze sobą jakoś powiązane, co nie?

Jako ciekawostkę w ramach ciekawostki dodam, że "Nieludzki człowiek śniegu" nie doczekał się dotąd oficjalnego wydania na nośnikach kina domowego, nie był też wyświetlany w telewizji przynajmniej od przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku (to, na ile był wyświetlany wcześniej, jest kwestią dyskusyjną) i nie wznawiano go w kinach. Wytwórnia Tōhō, mająca prawa do filmu, nie wydała w tej kwestii oświadczenia, ale dość powszechnie przypuszcza się, że pogrzebała "Nieludzkiego człowieka śniegu" ze względu na sposób przedstawiania w nim zamkniętej społeczności w Alpach Japońskich (kalectwa i deformacje wynikające z chowu wsobnego) i obawy, że może on ściągnąć na film i wytwórnię krytykę ze strony organizacji działających na rzecz praw burakumin – wciąż spotykającej się z dyskryminacją grupy społecznej historycznie wywodzącej się z wyrzutków społecznych i zawodów postrzeganych jako nieczyste.

@panoptykon@c.im avatar panoptykon , to random Polish

Kilka dni temu podzieliłem się z kolegą z pracy powracającą co jakiś czas myślą, czy ma sens mówienie, że widziało się jakiś film, czytało komiks lub książkę, jeśli nic się z nich nie pamięta.

Podchwycił temat, sprowadzając rozmowę na "Straszny film" ("Scary Movie", 2000, Keenen Ivory Wayans).

Powiedział, że niedawno, przeskakując kanały w telewizji, trafili z partnerką na "Straszny film", zaczęli go oglądać od mniej więcej połowy i choć nie widzieli go niemal do czasu premiery, to bardzo szybko wspomnienia wracały – wystarczył początek sceny.

Miałem to jakoś skomentować, ale kolega uprzedził mnie pytaniem: "A pamiętasz tam papieża"?

"Jakiego papieża?" – odpowiedziałem pytaniem na pytanie. "No papieża-Polaka" – odparł. "Tam jest scena z papieżem? – zdziwiłem się.

"Nie do końca. W scenie seksu głównej bohaterki z jej chłopakiem, pod koniec filmu, na jej ścianie wisi plakat z Janem Pawłem II" – wyjaśnił.

Przed chwilą sprawdziłem. Jest. I jest to coś absolutnie losowego.