Noo, tak się powinno dbać o dzietność! 👌
Już widzę tych młodych Norwegów, jak niczym króliczki próbują się wstrzelić z przygotowaniem krasnoludka na 19 listopada!!! 😀
Na pełną wersję tej gry przyjdzie nam poczekać aż do 2030 roku, ale wcześniej twórcy Habromanii - oszałamiającego sukcesu na Kickstarterze - będą publikować kolejne akty we wczesnym dostępie, rok po roku. Mroczna i przepięknie zilustrowana reinterpretacja przygód Alicji z Krainy Czarów rozpoczęła swoje życie jako doodle, czyli rysunki bezwiednie powstające gdzieś na tyłach zeszytu.
W artykule poświęconym Habromanii przyglądam się tym początkom, udanej kampanii crowdfundingowej oraz wersji demonstracyjnej, którą możecie sprawdzić samodzielnie na Steam. Do czytania zapraszam tutaj:
Jam to, nie chwaląc się, uczynił! Znaczy się - odniosłem wiktorię. 🫡
Czy możecie podpowiedzieć, jaki kolejny dodatek nabyć w drodze kupna i dlaczego?
❓ (tu jest podstawka + Skellige)
PS. Kto pierwszy odpowie, kto wypowiedział pierwsze zdanie z tego postu, tego zdrowie wypiję, no może w wersji nieortodoksyjnej, bo w postaci zupy chmielowej, ale jednak! 🍺
Wiedzialem, WIEDZIALEM, ze glosu #Lilit uzycza Danuta #Stenka... 😂
W gry z tak zrobionym dubbingiem naprawde gra sie z przyjemnoscia - a niestety nie kazdy polski dubbing jest na takim poziomie. No i fajnie, ze czolowi aktorzy nie stronia od udzialu w grach - chociaz to pewnie po prostu kwstia pieniedzy... :P
Kiedy włączałam Consume Me, planowałam spędzić z tą grą tylko chwilę, żeby sprawdzić, o co w niej chodzi. Minęły 2,5 godziny. Kolejnego dnia było podobnie, a z soboty na niedzielę grałam do drugiej w nocy (co u mnie zdarza się rzadko). Z początku delikatnie obawiałam się motywu odchudzanie - nie tyle ze względu na własne doświadczenia, ile z braku chęci do przeżywania wraz z główną bohaterką "tyrania" przez rodziców czy otoczenie.
Jenny rzeczywiście dość restrykcyjnie zaczyna podchodzić do liczenia kalorii (w grze: kęsów), a układanie posiłków, ćwiczenia i ważenie się stanowią istotną częścią historii. Na całe szczęście nie przeradza się to w bardzo poważne zaburzenia odżywiania. Stopniowo dieta - choć cały czas w tle - ustępuje miejsca randkowaniu, wytężonej nauce (koniec szkoły średniej i początek studiów rządzą się swoimi prawami) oraz próbom odnalezienia się we wczesnej dorosłości.
Jednak nie ma co umniejszać wewnętrznym przeżyciom protagonistki. Jenny wyraźnie zmaga się z fałszywym obrazem własnego ciała, a jeszcze bardziej doskwiera jej presja, jaką na siebie nakłada - związana z chłopakiem, ocenami i umiejętnościami sprytnie wplecionymi w rozgrywkę. Ta produkcja mnie zauroczyła, przypomniała o własnych nastoletnich latach i jednocześnie odrobinę zasmuciła. O mechanikach rozpiszę się szerzej w recenzji, która stopniowo powstaje. Bądź co bądź, jest to świetna gra z rodzaju slice of life sim.
Dziś polecam uwadze grę, która na ten moment istnieje w sieci w formie prototypu (~10 minut rozgrywki), ale śmiem twierdzić, że jest obiecująca.
Mariole tworzą ludzie od 30 Birds - niesamowicie barwnej, kreatywnej i pociesznej produkcji inspirowanej sztuką perską. Tym razem ekipa z Ram Ram Studio sięga do własnych - francuskich - korzeni, wplatając w Mariole motyw trubadurów oraz scenerie, którym kształtu nadają prawdziwe średniowieczne drzeworyty.
W Mariole wcielimy się w czarownicę, tytułową Mariole, która poszukuje swojej przyjaciółki (trubadurki o imieniu Azalaïs), przemierza doliny i wymienia się dobrami z różnymi sklepikarzami. Tytuł będzie umożliwiać zbieractwo, ulepszanie wozu i posyłanie na zwiady pary sroczek podróżujących z protagonistką. Istotną częścią rozgrywki będzie wytwarzanie przedmiotów. Więcej informacji, które udało mi się wydobyć, zamieściłam w najnowszym artykule na blogu ✍️
Wiele lat zajęło mi przekonanie się do cozy gier. Mój mąż wielokrotnie próbował mnie namówić do zagrania razem w Stardew Valley i udało mu się to dopiero, po tym jak moim nowym obsesyjnym hobby stał się ogródek i zaczęłam marzyć mini-farmie. Moje uprzedzenie w pewnym zakresie pozostało, ale przynajmniej nie skreślam tego gatunku na wstępie.
Gdy podczas zimowej wyprzedaży na steam, moją uwagę przykłuło Wanderstop, nie namyślałam się długo - piję 5+ kubków herbaty dziennie, więc gra o prowadzeniu teashopu brzmiała zachęcająco.
Gra opowiada historię Alty, wojowniczki, która wygrywała wszelkie możliwe turnieje, przez lata nie przegrała żadnego pojedynku… aż pewnego dnia przegrywać zaczęła. Nie będąc w stanie zrozumieć, co się dzieje, postanowiła udać się na trening do legendarnej mistrzyni miecza, ale w drodze przez magiczny las miecz zaczął jej ciążyć, na tyle że nie była go w stanie podnieść, a sama straciła przytomność. Obudziła się na polanie, na której znajduje się herbarciarnia Wanderstop, właściciel której, Boro, oferuje Alcie pracę do czasu, gdy ta będzie w stanie znowu podnieść swój miecz. Czytając ten opis, zapewne zorientowaliście się, że pod plakietką „cozy” kryje się tutaj historia o wypaleniu, traumie i cierpliwości w uczeniu się odpoczynku.
W jednej recenzji przed zakupem przeczytałam poradę w stylu: „Ta gra nie jest dla każdego… Spróbuj demo i jeśli z Tobą zaklika, kup pełną wersję”. Mechaniki bywają clunky, a narracyjnie niektóre ścieżki prowadzą do nikąd (co wielu osobom nie odpowiadało), ale dla mnie to było na tyle katartyczne doświadczenie, że wybaczyłabym tej grze dużo więcej. #gry#wypalenie#uwielbiam-boro
Mamy dopiero styczeń, ale Cairn może być moim zaskoczeniem roku
Gra, której celem jest wdrapanie się na szczyt góry Kami. Samo wspinanie się już stanowi dość spore wyzwanie - bez odpowiedniego zabezpieczenia można się szybko pożegnać z życiem, ale i z tym wspinaczka nie wybacza błędów.
Do tego jeszcze mamy elementy survivalowe - dbanie o stan najedzenia, nawodnienia, temperaturę, a także o stan rąk, które z czasem są coraz bardziej poranione i wymagają zabandażowania. Na domiar wszystkiego, mamy też prosty system gotowania, gdzie ze znalezionych składników możemy gotować potrawy dające bonusy wspomagające drogę na górę.
No i jest też trochę ekspozycji fabularnych, jednak na szczęście nadal lwią część gry zajmuje gameplay
Grę stworzyło The Game Bakers - możecie ich kojarzyć z Furi albo Haven
🧠 Efekt Tetrisa. Jeśli poświęcasz dużo czasu na czynność wymagającą powtarzalnych wzorców (jak układanie klocków w Tetrisie), Twój mózg zaczyna reorganizować myśli. Ludzie doświadczający tego zjawiska widzą spadające klocki przed oczami po zamknięciu powiek, a nawet w snach. Co więcej, zaczynają podświadomie szukać sposobów na „dopasowanie” do siebie przedmiotów w świecie rzeczywistym, np. produktów na półkach w supermarkecie czy budynków na ulicy. #ciekawostki#psychologia#gry#mózg#naukowiec
W Bulb Boy 2: Jar of Despair pojawiają się kolory i nowi przeciwnicy, ale sequel jest mniej orzeźwiający od pierwszej części przygód Chłopca Żarówki. Tam zdarzały się trudniejsze momenty, tu - mało intuicyjne puzzle, jak chociażby te polegające na doprowadzeniu robaczka do mutacji (musi pożreć innego osobnika, żeby zmienić swoją formę). Najbardziej frustrującym fragmentem okazała się finałowa walka z bossem. Zastosowanie podziału ekranu (po lewej stronie kontrolujemy Chłopca Żarówkę, po prawej stronie Ćmopsa) wywoływało u mnie dezorientację nawet po iluś próbach i wyuczeniu się ruchów potwora. Jednak najgorsze było to, że po 3-4 zgonach z rzędu całkowicie znikała kontrolka do sterowania Ćmopsem i całość musiałam powtarzać na nowo.
W sequelu trochę zatęskniłam też za retrospekcjami ukazującymi wspólne chwile Chłopca Żarówki, Dziadka Naftalina i Ćmopsa - twórcy pokusili się o zamieszczenie tylko jednej takiej sceny. Nadal doceniam podejście do strony wizualnej i niektóre zabawne sytuacje (zabijanie wesz na sterydach biegających po Ćmopsie, główny bohater chodzący na pętach kiełbasy), ale chyba nie chciałabym powracać do tej produkcji.